To doprawdy niewiarygodne do jakich celów używa się fotografii. Niebywałe i straszne dla mnie. Kiedy zastanawiam się nad życiem stwierdzam, że czasem zdjęcia wykorzystywane do takich celów, że wcześniejsza historia fotografii w ogóle tego nie zakładała. O co dokładnie chodzi? Chodzi o ludzkie rozwody, które nie znają granic przyzwoitości
Fotografia z ukrycia
Kiedy małżonkowie zaczynają mieć poważne problemy ze sobą i pragną wziąć rozwód uciekają się do najbardziej obrzydliwych i ohydnych metod, żeby tylko zabrać drugiej osobie jak najwięcej. Prywatni detektywi to powoli standard w dzisiejszych czasach. Rozumiem, że czasem wynajmuje się takich, aby znalazł bliską osobę albo coś tego pokroju. Jednakże coraz częściej zlecenia jakie obserwuję detektywi opiewają o szpiegostwo. Jeden z współmałżonków chce mieć jak najwięcej dowodów przeciw drugiemu. W tym celu wynajmuje się detektywa wyposażonego w aparat fotograficzny z obiektywem o dużej ogniskowej aby mógł zrobić jak najwięcej zdjęć kompromitujących osobę wziętą na cel zlecenia.
Dowody fotograficzne
Wiadomym i oczywistym jest fakt, iż im więcej ktoś ma dowodów przeciw drugiej osobie, tym łatwiej choćby o rozwód. Od jakiegoś już czasu fotografie są w pełni uznanym środkiem dowodowym w rozprawach sądowych. Najbardziej jednak brzydzi mnie metoda, z jaką wynajęty detektyw – fotograf pozyskuje owe dowody w postaci zdjęć. Często koczuje przed domem swojego celu przebywając ukrywając się dla przykładu w konarach drzewa i bezczelnie podglądając, gromadzi dowody. Gdzieś tutaj zaciera się cienka granica moralności. rozwód czy unieważnienie małżeństwa to jest ewidentnie już nie zatarcie a złamanie owej cienkiej granicy moralności
